Leczenie hazardzistów
Środa, 20 Maj 2009 20:34
Najgorszy jest początek. Trzeba stanąć twarzą w twarz z innymi ludźmi. Trzeba zacząć mówić o sobie, o swoim nałogowym zachowaniu. Trzeba uznać swoją porażkę. A uznać porażkę, to dla hazardzisty najtrudniejsze.
Ja w życiu obstawiałem właściwie wszystko, co się dało.
Miłe złego początki
W uzależnieniu od hazardu wyróżnia się cztery fazy, a ja jestem wręcz podręcznikowym przykładem – opowiada. Na początku grał okazjonalne. Ot taka rozrywka bogatego, młodego człowieka. Często wygrywał, a „apetyt rósł w miarę jedzenia”. To była faza zwycięstw. Duże wygrane powodujące coraz silniejsze pobudzenie, coraz częstsze zakłady i coraz wyższe stawki - człowiek zaczyna wierzyć w to, że będzie zawsze wygrywać a w przypadku osiągnięcia "wielkiej wygranej" dąży do jej powtórzenia, (nieuzasadniony optymizm) coraz częściej ryzykując coraz to większe kwoty. - Żal mam do otoczenia o to, że nikt wtedy nie próbował mnie powstrzymać. Dopóki miałem pieniądze, płaciłem za wszystkich w barze, a żonie kupowałem biżuterię, wszystko było ok. – wspomina.
Ale koniec żałosny
Tzw. „faza strat” przyszła z pozoru niespodziewanie. – Wtedy mi się wydawało, że nagle straciłem fart – mówi. – Teraz wiem, że po prostu grałem coraz bardziej ryzykownie, zacząłem pożyczać. No i taki był efekt. Piotrowi jeszcze przez kilka lat udawało się ukrywać swoje uzależnienie. Przed rodziną udawał, że to załamanie koniunktury na rynku, od wspólników pożyczał pieniądze, od prawie obcych ludzi wyłudzał je, mamiąc jakimś rewelacyjnym interesem. – Tak naprawdę interesowało mnie tylko jedno: gra. Mogłem nie jeść, nie spać, nie widzieć rodziny, obym tylko mógł obstawiać - mówi.
Trzecia faza, desperacji, nadeszła gdy został oskarżony o oszustwo. Sprawa w sądzie, wyrok w zawieszeniu. Rozwód. Jeszcze przesiadywał w kasynach, choć ochroniarze patrzyli krzywo. Dużo pił, łykał psychotropy. Nękali go wierzyciele. – I tak cud, że nikt na mnie nie nasłał żadnych Ukraińców - mówi.
Czasami myślał, żeby ze sobą skończyć. Kiedy indziej powracały marzenia o wielkiej wygranej. Wszystko skończyło się, gdy został zupełnie bez środków do życia. Ale nie przestał grać. Poczuł, że jest na dnie, gdy z portfela swojej matki - emerytowanej położnej, zabrał ostatnie 400 zł i przegrał w trzy karty. Wtedy dopiero zdał sobie sprawę, że to nałóg. Trafił na leczenie, jak większość nałogowych hazardzistów, w fazie utraty nadziei.

Leczenie hazardzistów
